09-01-2017 | Jakub Jański

Szczęśliwy czy wkurzony. Kto jest lepszym pracownikiem?

Rok 2017 z pewnością będzie należeć do duńskiego słowa hygge, które wkrada się nie tylko do naszych domów, organizując nam prywatną przestrzeń.
 

Nie słyszeliście jeszcze o duńskim hygge, które pochodzi z języka norweskiego i oznacza wszystko, co wiąże się z dobrym samopoczuciem, i odpowiada za uczucie błogości, zrelaksowania i radości z przeżywanej tu i teraz chwili? To obecnie najlepszy towar eksportowy z Kopenhagi, który już pokochali Brytyjczycy, a słownik Collinsa uznał sam termin za jedno ze słów roku obok m.in. Brexitu. W najbliższych dwunastu miesiącach o hygge przeczytają nie tylko ci, którzy otrzymali w okresie świątecznym jedną z książek na ten temat zalewających dosłownie rynek wydawnniczy. Hygge-mania opanowuje również rynek pracy, a pracodawcy zastanawiają się, jak zacząć piąć się w rankingach indeksujących poziom szczęścia w miejscu pracy.


 

Be happy, Hamlecie

 

Nie da się ukryć – w Danii mieszkają najszczęśliwsi ludzie na świecie, ale za ich świetne, o wiele wyższe od przeciętnej (według World Happiness Report) samopoczucie odpowiadają nie tylko takie przedmioty, jak książka, gorący kubek herbaty i wieczorne, punktowe oświetlenie  (marketingowe wyróżniki tej nowej duńskiej marki). Mimo że Dania nie należy do najsilniejszych gospodarek naszego globu pod względem PKB, za komfort tego społeczeństwa jest odpowiedzialny przede wszystkim stabilny i odpowiedzialny rynek pracy, gwarantujący godziwą płacę minimalną, oraz obecność silnych  związków zawodowych.

 

Pojęciu hygge, które na stałe wpisało się w kulturową tożsamość Duńczyków (podobnie jak wolność dla Amerykanów czy romantyzm dla Polaków), przyświecają słowa XIX-wiecznego poety, Hansa Petera Holsta – "Zewnętrzna klęska przerodzi się w wewnętrzne zwycięstwo". Mówiąc językiem bardziej nam współczesnym, według mieszkańców tego niewielkiego kraju większe znaczenie ma życie społeczne niż pieniądze, stąd poszukiwanie i współtworzenie przestrzeni, która dzięki innym ludziom może zagwarantować bezpieczeństwo oraz szczęście.


 

Pokolenie hygge

 

Hygge zaczyna zalewać nas ze wszystkich stron – począwszy od książek, a skończywszy na bloggerach starających się przekonać swoich odbiorców do tego nowego podejścia poprzez publikację niezliczonej liczby zdjęć na Instragramie. Hygge-przedmioty to niezły biznes - w sieci można kupić proste meble, poduszki, lampy, a nawet zaplanować hygge-wakacje. Ten product placement z filozofią hygge ma niewiele wspólnego, ale z pewnością odzwierciedla oczekiwania millenialsów, którzy nad życie zawodowe przekładają spotkania z przyjaciółmi, mają bliskie relacje z rodzicami, a od pracy oczekują, że wpisze się w ich ogólne dobre samopoczucie. Stąd wniosek, że hygge stanie się również jednym z elementów składowych kampanii wizerunkowych pracodawców, co zresztą będzie niełatwym wyzwaniem. Hygge to filozofia związana silnie z emocjami, których nie da się tylko i wyłącznie urzeczywistnić w strategiach marketingowych.

 

Hygge pokazuje, że społeczeństwa poszukują nowych wartości, które w przyszłości będą stanowić fundament bezpieczeństwa. Dlatego rozczarowani globalizacją młodzi ludzie stawiają na społeczną i osobistą twarz rynku pracy, a pieniądze schodzą na dalszy plan, co potwierdza również teza wielu instytutów badawczych - millenialsi "kupują" wrażenia, a nie przedmioty. W praktyce dla młodych profesjonalistów większe znaczenie ma posiadanie pracy, która po prostu sprawia przyjemność i wiąże się z ich zainteresowaniami.


 

Terror szczęścia?

 

Jednakże rosnąca konsumpcja w ramach hygge może przynieść całkiem odwrotny skutek, który socjologowie nazywają syndromem dobrego samopoczucia – ideologii, którą wyznają coraz częściej zarówno pracodawcy, jak i specjaliści. Tzw. wellness syndrome ma wiele wspólnego z kontrowersyjnym podejściem psychologicznym polegającym na zaprogramowaniu swojego całego życia przy wykorzystaniu narzędzi pozytywnego myślenia. Taka autosugestia może prowadzić do wielu frustracji. Pozytywne myślenie tworzy utopijne społeczeństwo, w którym każdy może być tym, kim chce, a za nieszczęścia można obwiniać tylko i wyłącznie siebie, co ma niewiele wspólnego m.in. ze współczuciem i uwrażliwieniem na odmienność innych, czyli wartości społeczne głęboko zakorzenione właśnie w filozofii hygge.

 

Syndrom szczęścia jako przepis na udane życie zawodowe aranżuje na nowo miejsca pracy, a niektóre firmy, jak m.in. korporacja Zappos, zaczynają zatrudniać ekspertów mających zarządzać szczęściem. W efekcie biura coraz częściej przypominają duże place zabaw, w których przemieszczają się przebrani pracownicy (z okazji Halloween lub dnia swojego ulubionego zwierzaka; sic!). Czy zatem praca stanie się niedługo po prostu zabawą?

 

Mimo że społeczeństwa zachodnie pracują całkiem sporo (jednym z argumentów jest z pewnością fakt, że lubimy pracować i swobodnie czujemy się wśród naszych współpracowników), według niedawno opublikowanego badania London School of Economics miejscem, w którym czujemy się raczej nędznie, jest właśnie biuro, do którego przychodzimy codziennie rano. Skąd zatem takie rozbieżności? Z pomieszania pojęć. Poczucie szczęścia nie zawsze wiąże się z dobrym samopoczuciem. Na szczęście wpływ mają indywidualne i społeczne odczucia jednostki oraz fakt, iż czynności, które wykonuje, mają sens. Stąd poza przestrzenią stworzoną na wyrażanie pozytywnych emocji poszukujemy również interakcji z innymi, by wyrazić swoją złość, bezradność czy frustrację, o czym często zapominają pracodawcy. Patrząc natomiast na wskaźniki produktywności, zarządzanie szczęściem może opłacić się tym pracownikom, którzy mają codzienny kontakt z klientem detalicznym, czyli pracownicy banków lub contact centre. Ale takie podejście nie sprawdzi się już w zawodach wymagających szybkiego reagowania, negocjacji bądź pracy pod presją czasu. Aby się o tym przekonać, wystarczy porozmawiać z pracownikami firm traidingowych, gdzie rywalizacja, a nawet agresja przekładają się na lepsze wyniki pracowników.

Na czym polega praca w contact centre? Przekonaj się z pierwszej ręki »

Ideologia pozytywnego myślenia i „nieefektywnego” zarządzania szczęściem pogrążała w naszej historii kilku gigantów. Jednym z przykładów może być Nokia, która z kretesem przegrała w nadchodzącej wówczas epoce smartfonów. Za klęskę fińskiego gracza można winić managerów, ale tak naprawdę za każdą ich decyzją stał dyktat szczęścia, które starano się zdobyć poprzez pozytywne  podejście do rynku i oczekiwań klienta. Za wszelką cenę. Zawiódł, jak się okazało, a o czym pisze się właściwie dopiero teraz, brąz zdrowego rozsądku i krytycyzmu.

 

Zanim zatem pracodawcy będą chcieli zaciągnąć swoich pracowników do piaskownicy, niech się zastanowią, czy nie zapomnieli o najważniejszym – o naturalnej dla każdego z nas potrzebie ekspresji, nawet tej negatywnej i często konfliktogennej. Czasem ostra kłótnia może okazać się bardziej zbawienna niż praca w najszczęśliwszym miejscu na ziemi.

Czy konflikty są nieuniknione? Poznaj nasz punkt widzenia »

 

Temat pod lupą
Artykuł sponsorowany

Doradca Podatkowy, czy szkolenia są obowiązkowe?

Ustawa o doradztwie podatkowym nakłada na wszystkich doradców obowiązek stałego podnoszenia kwalifikacji, zaś Zasady Etyki Doradców Podatkowych precyzują możliwości realizacji tego obowiązku.

Więcej artykułów
Awanse
Jakub Wojnarowski

Jakub Wojnarowski nowym dyrektorem ACCA Polska

Jakub Wojnarowski obejmie w kwietniu funkcję Dyrektora Zarządzającego polskiego przedstawicielstwa ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants), międzynarodowej organizacji zrzeszającej specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania.

Więcej awansów
Wydarzenie tygodnia

Audit OdyssEY – zapisy do konkursu EY dla przyszłych audytorów i biegłych rewidentów

Od 15 lutego do 31 marca przyjmowane są zapisy do drugiej edycji organizowanego przez EY konkursu studenckiego dla przyszłych audytorów i biegłych rewidentów – Audit OdyssEY.

Więcej wydarzeń
UE