Temat tygodnia
Kto powinien zainteresować się karierą w dziale FP&A?
Partner serwisu
EY
Rozwiń
 
A Ty jakie masz plany
na jesień?
Zdobądź doświadczenie w prestiżowych konkursach dla studentów organizowanych przez EY.
Chcę się sprawdzić w wyzwaniu
na styku prawa i ekonomii.
Chcę wejść do świata wielkich transakcji.
KarierawFinansach.pl jest patronem medialnym obu konkursów.
 
A Ty jakie masz plany
na jesień?
Zdobądź doświadczenie w prestiżowych konkursach dla studentów organizowanych przez EY.
Chcę się sprawdzić w wyzwaniu
na styku prawa i ekonomii.
Chcę wejść do świata wielkich transakcji.
KarierawFinansach.pl jest patronem medialnym obu konkursów.
Trwa ładowanie. Prosimy o chwilę cierpliwości.

Unikając rutyny, pomagamy pracownikom uwolnić kreatywność

Przywództwo błękitnego oceanu (ang. blue ocean leadership) to idea, która w ostatnich latach zdobywa popularność za granicą, ale w Polsce to nowe podejście wciąż nie posiada zwolenników. O tym, jak jest wprowadzane w Accenture Operations, opowiada Monika Mirska w kolejnym wywiadzie w ramach „Szerszego spojrzenia na karierę z Accenture”.
Akcja redakcyjna: Szersze spojrzenie
Kategoria: Wiadomości
12.05.2017
Monika Mirska

Czym charakteryzuje się koncepcja przywództwa błękitnego oceanu, która w nowatorski sposób podchodzi do kwestii przywództwa oraz zarządzania ludźmi w organizacji?

Monika Mirska: Idea blue ocean leadership stanowi przykład nowego trendu, który znacząco zmienia podejście do koncepcji zarządzania i prowadzenia biznesu. W XXI wieku zaczął się kształtować nurt myśli, zgodnie z którym lider pełni współcześnie odmienną rolę niż przywódca w minionym stuleciu. W tej koncepcji nie chodzi jednak tylko i wyłącznie o redefinicję pojęć. Przywództwo błękitnego oceanu stanowi typ myślenia out of box. To znaczy, że dotyczy zmiany nastawienia i spojrzenia na zarządzanie w niespotykany dotąd w korporacjach sposób.

Jakie cele stawia sobie zatem blue ocean leadership?

Jednym z nadrzędnych celów, które wyznaczają sobie organizacje w ramach tej nowej kultury, jest z pewnością uwolnienie potencjału intelektualnego swoich pracowników. Przywództwo błękitnego oceanu kładzie większy nacisk na pracownika, jego samopoczucie oraz szczęście w pracy. Teoretycznie mówimy o rzeczach dobrze nam znanych. Każdy z pewnością słyszał nieraz stwierdzenia typu: „Ludzie są podstawą naszego biznesu”. W praktyce sprawa nie jest jednak tak oczywista, wymagając od liderów całkiem nowego spojrzenia na siebie i otoczenie. W każdej pracy, bez względu na branżę, zawsze natykamy się na rutynowe działania. Są one największymi wrogami zadowolenia i zaangażowania wśród pracowników. W blue ocean leadership szczególny nacisk położono właśnie na drzemiący w pracownikach potencjał i uwolnienie w nich pokładów kreatywności, którą można uznać za słowo-klucz tej teorii.

Jak pozwolić ludziom na kreatywność w trakcie 8-godzinnego dnia pracy, kiedy – czy tego się chce czy też nie – należy wywiązać się z zakresu obowiązków, które po pewnym czasie zawsze stają się powtarzalnymi czynnościami. Rutyna jest chyba nieunikniona? 

Organizacja powinna przede wszystkim szukać rozwiązań, które pomogą jej pracownikom „uwolnić swój czas”. To kwestia wypracowania odpowiednich narzędzi i posiadania know-how, pozwalającego zarządzać zespołami w całkiem odmienny niż dotychczasowy sposób. W praktyce organizacja stara się uwolnić pracowników od wykonywania najbardziej powtarzalnych zadań. W zamian daje im możliwość rozwijania silnych stron oraz podejmowania wyzwań, które przynoszą im satysfakcję. Dzięki temu pracownicy nie czują się zdemotywowani i mogą pracować bardziej efektywnie. Unikając rutyny, specjalistom oferuje się więcej przestrzeni na rozmowę, spotkania z innymi w kuchni bądź networking. Mają zatem więcej okazji, aby wyrazić swoją kreatywność.

Czy pracownicy nie otrzymują za dużo swobody? Jak kontrolować te „nieformalne” spotkania?

Tutaj właśnie pojawia się miejsce dla lidera. Powinien on nie tyle delegować zadania czy tworzyć własne dyrektywy w oderwaniu od oczekiwań zespołu, co raczej słuchać, motywować i inspirować. We współczesnym przywództwie większy nacisk kładzie się na współpracę oraz współzarządzanie. Dzięki temu pracownicy czują się bardziej odpowiedzialni za siebie, zespół oraz całą organizację. Taki członek zespołu nie wykonuje odgórnie przydzielonych mu zadań, ale wspólnie z liderem oraz innymi osobami w firmie zastanawia się nad rozwiązaniami, które uproszczą jego pracę. Sporo tego rodzaju inicjatyw zaczyna się na poziomie tzw. flooru, czyli specjalistów, którzy świeżo dołączyli do Accenture Operations i zajmują na początku swojej kariery podstawowe stanowiska. Bardzo często ich świeże spojrzenie przekłada się na bardzo fajne pomysły. Lider natomiast musi te pomysły wcielić w życie i zweryfikować, czy faktycznie jego zespół ma więcej czasu.

Kiedy wpadli Państwo na pomysł, aby sięgnąć po idee zawarte w blue ocean leadership?

Na sam pomysł wpadł szef grupy w regionie Europy ponad rok temu. Od blisko 12 miesięcy staramy się realizować założenia nowego przywództwa w poszczególnych krajach. Sama osobiście odpowiadam za wdrożenie blue ocean leadership w Polsce.

Co wydaje się Pani najciekawsze w tym nowym podejściu?

Przede wszystkim brak sztywnych, odgórnych założeń – nie mamy globalnych instrukcji, metryk i statystyk sprawdzających efekty. Ich miejsce zajmuje zaangażowanie naszych ludzi. Dlatego właśnie sukces tego podejścia zależy od nas samych, naszych liderów i pracowników. Oczywiście w ramach jednostek Accenture Operations w Europie dzielimy się swoimi doświadczeniami. To, co uważam za rewolucyjne, dotyczy jednak nowego spojrzenia na korporację, w wyniku którego odchodzi się od standaryzacji i mierzalności każdej czynności. Osoby, które świetnie się w tym czują, stawiają na bardziej bezpośrednią komunikację w zespole. Relacje między przełożonymi i pozostałymi pracownikami stają się mniej formalne, wykraczają poza sztywną korespondencję mailową.

Jak kształcą Państwo takich liderów?

Są w naszych zespołach osoby, które do tej pory korzystały z podobnego podejścia niejako instynktownie. To ludzie bardzo otwarci, którzy spędzają dużo swojego czasu z innymi członkami zespołu. Pracujemy z nimi w ramach warsztatów i spotykamy się na tyle często, aby wspólnie przedyskutować pomysły, w jaki sposób „uwolnić czas” całego zespołu. Wystarczy nawet 15 minut na nieformalne spotkania teamu, by budować więzi i wymieniać się kreatywnymi pomysłami. Przed nami jeszcze sporo do osiągnięcia, ale patrząc wstecz na te ostatnie kilkanaście miesięcy już mogę przytoczyć sporo fajnych historii. Nastąpił ważny przełom w naszych strukturach, co mnie nie dziwi. W Accenture mamy dużą grupę kreatywnych osób, dlatego przywództwo błękitnego oceanu świetnie zaczyna się tutaj sprawdzać – wbrew temu, co nazywamy rutyną, bądź wypaleniu. Na podstawie własnych obserwacji mogę stwierdzić, że w wyniku powtarzalnych, odgórnie zleconych zadań spada zaangażowanie. Pojawiają się wówczas pytania typu: „Po co ja to wszystko robię?”, przynoszące frustrację i kończące się nieraz odejściem. Blue ocean ma za zadanie temu przeciwdziałać.

Jak reagują na tę zmianę najmłodsi członkowie Państwa organizacji, reprezentanci generacji Z?

Blue ocean leadership idealnie wpasowuje się w światopogląd młodych ludzi, którzy poszukują dynamicznego i zmiennego środowiska pracy. Dając im realny wpływ na pracę i wpierając ich rozwój zawodowy w ramach Accenture Operations, przyciągamy ich uwagę. Choć starsze roczniki czasem podchodzą z większą rezerwą do nowego stylu zarządzania, to jednak nie znam jednak nikogo, kto stwierdziłby, że zmierzamy w złym kierunku.

Czy nowych liderów poszukują Państwo na wszystkich szczeblach organizacji?

Jak najbardziej. Na początku wyszliśmy od sponsora, czyli ode mnie, by następnie zaszczepić główne idee przywództwa wśród osób odpowiadających całościowo za prowadzenie projektów. Idea zatem wyszła od osób na wyższych stanowiskach, a następnie spotkała się z przychylnością kierowników poszczególnych zespołów. Obecnie można zauważyć wiele pozytywnych zmian, które spajają organizację, jak np. bezpośrednia komunikacja z kolegą lub przełożonym zamiast wysłania wiadomości drogą elektroniczną.

Blue ocean leadership to program, który stawia środek ciężkości na relacjach. To przykład, że inteligencja emocjonalna zaczyna się liczyć w organizacjach…

Pozytywne emocje to kolejne pojęcie, które podkreśla się w tym podejściu. Sama zauważyłam, że, odkąd uczymy się tego nowego przywództwa, z większą ochotą przychodzę do pracy oraz lepiej radzę sobie ze stresem. Blue ocean to wyższy poziom zarządzania, gdzie liczą się autentyczne i niepowtarzalne relacje pomiędzy pracownikiem a organizacją. Pokazujemy, że życie prywatne oraz zawodowe wcale nie muszą być odrębnymi bytami. Mogą natomiast wspólnie tworzyć miejsce, w którym spotyka się nie tylko współpracowników, ale przede wszystkim kolegów, z którymi można wyjść wieczorem, wspólnie pobiegać lub po prostu porozmawiać.

Monika Mirska pracuje w Accenture Operations od 2004 roku na stanowiskach kierowniczych różnego szczebla w części organizacji odpowiedzialnej za usługi w obszarze finansów i księgowości.

Z wykształcenia cybernetyk, z zamiłowania podróżnik i bibliofil.

Zobacz również