Temat tygodnia
Kto powinien zainteresować się karierą w dziale FP&A?
Trwa ładowanie. Prosimy o chwilę cierpliwości.

Kwalifikacje zawodowe w finansach a MBA. Którą ścieżkę edukacyjną wybrać?

W wyniku czwartej rewolucji przemysłowej, która de facto z przemysłem ma niewiele wspólnego, zmieniło się nie tylko nasze życie zawodowe oraz prywatne. Technologia przekształca również edukację.
Kategoria: Wiadomości
28.07.2016

Kończą się czasy, do których przyzwyczaił na świat jeszcze w XX wieku oraz wcześniejsze pokolenia. Ścieżkę edukacyjną, którą wieńczą studia uniwersyteckie, stawia się pod coraz większym znakiem zapytania, a w edukacji już na poziomie szkoły podstawowej za fundament procesu kształcenia uważa się programowanie (tzw. kid-friendly programming languages). Już niedługo w profilu kompetencyjnym kandydata wiedza dotycząca kodowania, big data oraz business intelligence stanie się ważniejsza niż znajomość języków obcych. Eksperci prognozują, że w ciągu najbliższych 30 lat będziemy korzystali z urządzeń pozwalających w czasie rzeczywistym, przy wykorzystaniu językowych idiomów oraz kontekstu kulturowego rozmawiać z każdym mieszkańcem naszego globu. Oczywiście nauka języków nie zniknie; nadal będziemy się ich uczyć, chcąc poznać intersujący nas krąg kulturowy. Jednakże język przestanie mieć znaczenie pragmatyczne, a rekruterzy zrezygnują z oceny poziomu jego znajomości w trakcie rozmów rekrutacyjnych. Prawdopodobnie znikną również szkoły językowe, a odrodzą się filologie obce na uniwersytetach, które obecnie kształcą raczej przyszłą kadrę specjalistów dla sektora nowoczesnych usług biznesowych. "Użytkowa" znajomość języka to obecnie jedna z największych barier w rozwoju globalizacji, dlatego w biznesie coraz większą rolę zaczynają odgrywać takie dziedziny, jak lingwistyka komputerowa oraz inżynieria lingwistyczna. Wielkimi krokami zbliżamy się zatem do epoki, którą dobrze znają fani Star Treka – zdominowanej przez jeden, globalny język, który narodzi się dzięki uniwersalnemu translatorowi. Quasijęzyk będzie wyłącznie pośrednikiem, ponieważ ludzie w swoich społecznościach będą się posługiwali raczej językami naturalnymi.

Technologia oraz globalizacja zaczyna zmieniać również krajobraz studiów MBA. Nabierający dynamicznego rozpędu w XX wieku kapitalizm uczynił z nich uniwersalny, globalny i pożądany tytuł, a słupki alumnów poszczególnych szkół biznesowych pięły się w górę z dekady na dekadę. Ten złożony z trzech liter akronim z jednej strony stał się symbolem mariażu biznesu z klasycznymi, uniwersyteckimi dziedzinami, jak m.in. psychologia czy socjologia, z drugiej – remedium na kryzys. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć sto lat wstecz, by znaleźć odpowiedź. Pierwszy program MBA narodził się na Uniwersytecie Harvarda w 1908 roku. Natomiast rok wcześniej Stany Zjednoczone doświadczyły znaczącego kryzysu wywołanego paniką bankową. Te dwie daty są ze sobą silnie powiązane; zadaniem najbogatszej uczelni świata miało być wówczas wykształcenie kadry, która w przyszłości obroni amerykańską gospodarkę przed recesją.

Świat biznesu, podobnie jak ludzie, ma krótką pamięć – kryzys, dzięki któremu narodziła się idea edukacji biznesowej, stulecie później stał się początkiem jej upadku. W wyniku zawirowań na rynkach finansowych w 2008 roku zaczęły się pojawiać słowa krytyki. Czy tytuł MBA stał się kozłem ofiarnym?

Można dyskutować godzinami nad odpowiedzialnością managerów, jednakże studia MBA, patrząc na ich programy kształcenia z perspektywy historycznej, zapomniały o najważniejszym czynniku ludzkim. MBA to synonim awansu i lepszych zarobków, ale zdaniem ekspertów z zarządzaniem ten tytuł ma obecnie niewiele wspólnego, zwłaszcza jeżeli mówimy o relacjach. Zaufanie, relacje oraz w szerszym kontekście wszystkie zachowania, które definiujemy jako etyczne i uczciwe, to fundament, na którym budujemy świat biznesu od stuleci. Tych wartości nie da się kupić w formie networkingu. Jedna czwarta studentów szkół biznesowych według danych serwisu BusinessInsider.com wybiera bankowość inwestycyjną jako miejsce swojej przyszłej kariery, a 16 proc. badanych – konsulting. Bank oraz firma doradcza tworzą stanowiska, na których relacje oraz etyka odgrywają znaczącą rolę w teorii, a w praktyce... W ciągu 8 ostatnich lat te branże zostały zdyskredytowane, a afery finansowe pokazały jak kultura organizacyjna tych instytucji finansowych rozmija się z rzeczywistością. Mimo to kwestie etyczne oraz regulacje sektora finansowego są nadal traktowane po macoszemu przez wykładowców kierunków biznesowych.

Co ciekawe, studia MBA krytykują sami uczestnicy tych programów. Już sześć lat temu Josh Kaufman założył stronę PersonalMBA.com, na której propaguje ideę samokształcenia – jego zdaniem MBA to tylko koszty i strata czasu, za który przecież płacimy niemałą cenę. W wydanej trzy lata temu książce pod wiele mówiącym tytułem The MBA Bubble absolwentka IE Business School w Hiszpanii, Mariana Zanetti, prowokacyjnie nazywa studentów MBA przyszłymi niewolnikami korporacji.

Na upadek prestiżu studiów biznesowych ma również wpływ nadprodukcja absolwentów. Polski rynek pracy od lat boryka się z tym problemem (co oznacza dziś w Polsce tytuł zawodowy magistra?). W Stanach Zjednoczonych wyliczono ostatnio na łamach "Wall Street Journal", że uczelnie wyższe przyznają o 74 proc. więcej tytułów biznesowych niż w latach 2000–2001. Mamy zatem do czynienia z tym samym boomem edukacyjnym co w naszym kraju. Wykształcenie z pewnością nie gwarantuje już satysfakcjonującej kariery zawodowej, ale w przypadku MBA – również lepszego wynagrodzenia. Od czasu kryzysu w Stanach Zjednoczonych płace managerów są stopniowo coraz niższe (o ok. 4,6 proc.), ale jednocześnie rosną ceny programów biznesowych. W 2013 roku za naukę w tzw. b-school Amerykanie płacili 24 proc. więcej niż trzy lata wcześniej.

Studia MBA nie nadążają również za zmieniającym się rynkiem pracy, na którego dynamikę ma obecnie wpływ sektor startupów, które zagrażają nawet najlepiej rozpoznawalnym markom w branży finansowej. Startupy są wytworem gospodarki innowacyjnej, gdzie liczy się kreatywność, łut szczęścia i dobry pomysł. A tego nie nauczą nas nawet najlepsze studia.

Powróćmy zatem do pytania postawionego w tytule tego artykułu: MBA czy kwalifikacje zawodowe? W jaki tytuł warto zainwestować? Wystarczy spojrzeć na kilka najważniejszych trendów, a odpowiedź nasunie się sama:

  • czołowe kwalifikacje zawodowe, takie jak ACCA, CIMA bądź CFA wprowadzają średnio co dwa lata nowy program, który coraz częściej stawia na zagadnienia związane z analizą oraz zarządzaniem zbiorami danych;
  • w ogłoszeniach o pracę dla finansistów trudno znaleźć wśród wymogów posiadanie studiów MBA, natomiast kwalifikacje zawodowe stają się coraz ważniejszym kryterium nie tylko na stanowiskach eksperckich, ale również managerskich;
  • ACCA daje kandydatom przewagę na rynku pracy w obszarze doradczym ze względu na szeroki zakres zagadnień potrzebnych w portfolio doradców biznesowych, tj. wiedzy na temat podatków, rachunkowości, planowania strategicznego i zarządzania;
  • do tej pory kwalifikacje zawodowe miały raczej kontynentalny zasięg – przykład CIMA pokazuje, że stowarzyszenia ze Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii zaczynają ze sobą ściśle współpracować;
  • wśród finansistów pojawiają się opinie, że CFA niedługo zastąpi MBA zwłaszcza w obszarze bankowości inwestycyjnej, zarządzaniu funduszami lub fuzjach i przejęciach, czyli w dziedzinach, gdzie tytuł z zarządzania miał do tej pory niezagrożoną pozycję.  

Do tych pięciu kluczowych trendów warto dodać najważniejszą – wynagrodzenie. Według niedawno opublikowanego raportu firmy rekrutacyjnej Goldman Recruitment posiadacze dyplomów zawodowych mogą liczyć w perspektywie 10 lat na średni wzrost wynagrodzenia od 70 do 100 proc. MBA w tym zestawieniu wypada blado. Osoby z tym tytułem mogą liczyć na średnio 33-proc. wyższe płace.

MBA traci na prestiżu, ale należy pamiętać o nieprzewidywalności obecnego rynku pracy. Techniczne know-how w świecie finansów oraz wiedza na pograniczu technologii i finansów to silna karta przetargowa dzisiaj. A co będzie jutro? Jeszcze nie wiemy, jak będzie wyglądał świat zdominowany przez samoprogramujące się maszyny, ale z pewnością będzie potrzebował całkiem nowych kompetencji.

Zobacz również