Temat tygodnia
Kto powinien zainteresować się karierą w dziale FP&A?
Partner serwisu
EY
Rozwiń
 
A Ty jakie masz plany
na jesień?
Zdobądź doświadczenie w prestiżowych konkursach dla studentów organizowanych przez EY.
Chcę się sprawdzić w wyzwaniu
na styku prawa i ekonomii.
Chcę wejść do świata wielkich transakcji.
KarierawFinansach.pl jest patronem medialnym obu konkursów.
 
A Ty jakie masz plany
na jesień?
Zdobądź doświadczenie w prestiżowych konkursach dla studentów organizowanych przez EY.
Chcę się sprawdzić w wyzwaniu
na styku prawa i ekonomii.
Chcę wejść do świata wielkich transakcji.
KarierawFinansach.pl jest patronem medialnym obu konkursów.
Trwa ładowanie. Prosimy o chwilę cierpliwości.

Rafał Antczak, Deloitte: Jest za wcześnie, by ocenić skutki kryzysu

O tym, dlaczego żadna teoria ekonomiczna nie może nas chronić przed naszą zwierzęcą naturą, rozmawiamy z Rafałem Antczakiem, ekonomistą Deloitte.
Kategoria: Wiadomości
04.05.2011

Po wydaniu książki Zwierzęce instynkty* pojawiły się opinie, że jej autorzy, Akerlof i Shiller obalają nurty teorii neoklasycznej. Czy Pan się z tym zgadza?


Zwierzęce instynkty z pewnością poruszają się po obrzeżach ekonomii, które do tej pory nie były przeznaczone dla ekonomistów środka. Obecny kryzys przyspieszył tylko zainteresowanie nurtem ekonomii behawioralnej. Książka ta łączy ze sobą jednakże różne nurty ekonomii. Stawia przy tym wiele trudnych pytań i zmusza czytelnika do samodzielnego myślenia.


Autorom patronuje przede wszystkim Keynes. Ich zdaniem współcześni nam ekonomiści trochę zapomnieli o ważnych - zdaniem autorów - postulatach zawartych w Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza...


Teoria nowoczesnej ekonomii w duchu Keynesa to teoria opisowa. Dopiero dzięki Hicksowi ekonomiści dostali instrumenty matematyczne, które pozwalały w sposób przejrzysty i jednoznaczny określać parametry i zmienne makroekonomiczne. Zdaniem Akerlofa i Shillera przeinterpretowano lub nie dointerpretowano bardzo ważnego aspektu jego teorii - psychologii właśnie.


Dlaczego?


Ponieważ ten aspekt był niewygodny, co tak naprawdę oznaczało "trudno mierzalny". I to jest właśnie największy zarzut autorów tej publikacji wobec współczesnej ekonomii - spłycenie teorii Keynesa. Co gorsza, kolejne nurty ekonomiczne koncentrowały się na coraz węższym, bardziej sparametryzowanym podejściu do ekonomii. I nagle to, co miało być mierzalne i racjonalne, nie do końca sprawdzało się podczas kryzysów. Wnioski wyciągano zawsze ex post - koniec kryzysu oznaczał narodziny kolejnej teorii ekonomicznej.


Czyli żadna z tych teorii nie okazała się prawdziwa?


Nie, nie do końca. Akerlof i Shiller nie twierdzą wcale, że ekonomia po Keynesie okazała się fałszem. Zapomniano po prostu o bardzo ważnym elemencie psychologicznym, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych - trudnych do przewidzenia zmianach zachowania podmiotów. Przykład pierwszy z brzegu - porównanie reakcji polskich i niemieckich konsumentów. Konsumenci w Niemczech wycofali się z rynku w obawie o przyszłość, natomiast w Polsce nastroje konsumenckie były zupełnie odwrotne. Polacy pomimo kryzysu wyszli z założenia, że dopóki ich dochody nie spadają, to mogą nadal kontynuować konsumpcję. A zatem dwa kraje Unii Europejskiej, w których ex post okazało się, że mają zbliżony wzrost gospodarczy, chociażby w ostatnim roku, pokazały, że ich społeczeństwa w tym samym czasie kompletnie inaczej się zachowują. I to jest właśnie sedno ekonomii behawioralnej.


Jeżeli jesteśmy tak nieprzewidywalni w naszych reakcjach, a narzędzia teoretyczne, jakimi dysponujemy, przeczą sobie nawzajem, to w jaki sposób możemy uniknąć lub zmniejszyć ryzyko występowania przyszłych kryzysów?


Kryzys to cykliczne zjawisko, które pojawia się w gospodarce co pewien czas, a istnieje w kapitalizmie od samego początku, kiedy to został on zdefiniowany w Holandii w XVII wieku. Na tym niestety polega urok tego systemu - żyjemy w pewnych cyklach gospodarczych, które od czasu do czasu prowadzą do przegrzania. Obecnie mamy jednakże do czynienia z pewną nową sytuacją. W ciągu ostatnich 20 lat kapitalizm objął swoim zasięgiem praktycznie cały świat. To globalny system, w którym coraz trudniej będzie można generować bańki spekulacyjne, ponieważ ten cały organizm w pewnym momencie zacznie dążyć do równowagi. Chociażby przykład włączenia Chin czy Indii do gospodarki światowej. Oznacza to z jednej strony spadek cen towarów konsumpcyjnych, z drugiej - biorąc pod uwagę surowce - przekłada się na wzrost cen w pewnych obszarach. Patrząc na bilanse płatnicze tych krajów można zauważyć, że w dłuższej perspektywie funkcjonowanie tych gospodarek z tak olbrzymią nadwyżką, a mam tu na myśli zwłaszcza Chiny, będzie dla nich nieopłacalne. Jeżeli zatem światowa gospodarka zmierza do równowagi, będzie nam trochę łatwiej zdiagnozować, co dzieje się z nią w wymiarze globalnym i lokalnym.


Jest Pan dużym optymistą. Równowaga globalnej gospodarki jako panaceum na kryzys...


Oczywiście istnieje bardziej pesymistyczny scenariusz. Może okazać się, że przyszłe kryzysy będą znacznie gwałtowniejsze. I tak jak w przypadku obecnego kryzysu, który powoli jest nazywany „Wielkim Kryzysem 2", będziemy mieli średnio co 20 czy 30 lat do czynienia z podobnym, tak bardzo dużym i głębokim „tąpnięciem". Czyli od ciężkiego szoku do ciężkiego szoku raz na jedno pokolenie.


Przedsiębiorcy i ekonomiści mają problem ze zrozumieniem koncepcji przegrzania się gospodarki. Takie jest stanowisko Akerlofa i Shillera. Podobne schematy rządziły największymi kryzysami w XX w. Czy to oznacza, że nie uczymy się na błędach?


To złożona kwestia, ponieważ mamy tutaj do czynienia z wieloma podmiotami, które kierują się różnymi celami. Po pierwsze: jeżeli przedsiębiorcy nie byliby optymistami, nie pojawiałyby się nowe przedsięwzięcia, a zatem także nowe miejsca pracy. Prowadziłoby to do wolniejszego wzrostu gospodarczego. Przedsiębiorcy muszą podejmować ryzyko. Po drugie: wśród ekonomistów zawsze znajdą się zarówno pesymiści wieszczący nadciągający kryzys, jak i huraoptymiści. I jedni, i drudzy sprzedają swoje analizy ekonomiczne określonym grupom. Tutaj także pojawia się konflikt interesów. Po trzecie: są oczywiście instytucje finansowe. Część z nich bardziej konserwatywnie podchodzi do rynku, pozostałe natomiast okazują się krótkoterminowymi inwestorami. Dla tej grupy liczą się przede wszystkim trendy lub silne wahania na rynkach, dzięki którym zyskują krótkoterminowe korzyści. Pojawia się więc pytanie, do której z tych grup zaliczamy poszczególnych ekonomistów. Pewne standardy wprowadzono już w amerykańskich i brytyjskich dziennikach. Mam tutaj na myśli „The Wall Street Journal" i „Financial Times". Kiedy cytuje się przedsiębiorcę, ekonomistę czy analityka o radykalnych poglądach, to w dwóch, trzech kolejnych zdaniach wspomina się o afiliacji tej osoby czy instytucji, którą ona reprezentuje. Czyli ten potencjalny konflikt interesów zostaje ujawniony tak, by czytelnik wziął pod uwagę fakt, że może mieć do czynienia wyłącznie z subiektywnym stanowiskiem. W biznesie czy ekonomii nie ma zatem prawd objawionych, zwłaszcza przy tak skomplikowanych relacjach gospodarczych, jakie obecnie występują na świecie.


Optymizm inwestorów to jedno. Jestem w stanie zrozumieć, że bez ryzyka nie ma biznesu. Jednakże nie tłumaczy to zwierzęcych instynktów, nieuczciwej gry, zysku za wszelką cenę i braku odpowiedzialności.


Pokusa nadużycia (ang. moral hazard) zawsze będzie częścią ludzkiej natury. I tutaj pojawia się ważne zagadnienie regulacji, na co zwracają uwagę autorzy tej książki, pisząc, że regulacja czy właściwie jej brak poszedł za daleko. Ale, jak wiele przykładów pokazuje, chociażby afera Bernarda Madoffa, nie tyle brak nadzoru doprowadził do powstania tak olbrzymiej piramidy finansowej, co łamanie zasad, które istniały. Z różnych względów... w tym towarzyskich, które opacznie interpretowano. Dlatego czasami zanim wprowadzi się nowe procedury regulacyjne należy sprawdzić dlaczego nie zadziałały te, które istniały. Trzeba się zatem przyjrzeć nie tym, którzy powinni być kontrolowani, a raczej tym, którzy powinni kontrolować. Czyli być może pojawia się problem z instytucjami nadzoru, które nie nadążyły za tym skomplikowanym gospodarczo światem. Posłużę się tutaj przykładem, który bezpośredni dotyczył naszego kraju, czyli ideą powołania Komisji Nadzoru Finansowego. Jej podstawowym zadaniem miał być nadzór nad całością rynku finansowego. I ta instytucja nie zauważyła powstania bańki opcji walutowych. Po co zatem tworzono zintegrowany nadzór?


Jak dogonić zatem ten skomplikowany, finansowy świat?


Poprzez tworzenie konkurencyjnych nadzorów, za co zabrali się już na przykład Brytyjczycy. Dzięki zdrowej konkurencji w tych obszarach, które w niektórych miejscach pokrywają się kompetencyjnie, instytucje te może będą w stanie wcześniej sygnalizować o problemach na rynku finansowym.


Nazywa Pan obecny kryzys "Wielkim Kryzysem 2". Czy ta analogia, czytelna nawet dla laika, nie jest trochę na wyrost?


To się jeszcze okaże. Ta nazwa potrzebuje czasu. Przecież sam Wielki Kryzys nie od razu został nazwany Wielkim Kryzysem. Dopiero po wielu latach stwierdzono, że był on na tyle dotkliwy i miał tak ogromne konsekwencje ekonomiczne, społeczne i polityczne, iż zasłużył sobie na to miano. Dlatego nie wiemy jeszcze, w co przerodzi się obecna recesja. Poważne konsekwencje społeczne już są. Mam tutaj na myśli kraje arabskie. Jednak jaki będzie tego finał... To kompletna zagadka, rzut monetą. Albo ceny surowców spadną, co pomoże wielu krajom wyjść z kryzysu, albo wręcz odwrotnie - ceny poszybują w górę, czego efektem będzie kolejna światowa recesja. Nie wiemy zatem, czy skutki za kilka lat okażą się na tyle poważne, że nazwa „Wielki Kryzys 2" będzie tutaj jak najbardziej na miejscu.


Jest Pan optymistą czy pesymistą?


Jestem realistą. Jest za wcześnie, by ocenić skutki tego kryzysu. Szanse rozkładają się równomiernie. Obecny kryzys zarówno może się "zwijać", jak i rozwijać dalej. Teraz pojawia się kwestia klasycznego zarządzania kryzysem. Dotyczy to całego świata. Gospodarki obecnie wchodzą w fazę próby rozwiązania problemów fiskalnych. To się nie uda, jeżeli tempo wzrostu tych gospodarek ulegnie spowolnieniu, a jak wiemy, wpływ na to mają ceny surowców, w tym przede wszystkim energetycznych, oraz ceny żywności. Te niekorzystne czynniki mogą okazać się jeźdźcami apokalipsy, które pociągną gospodarki nad przepaść.


Chciałbym wrócić jeszcze na chwilę do ekonomii behawioralnej. Jak Pan sądzi, czy jest dla niej miejsce w systemie edukacji, np. na polskich uczelniach ekonomicznych?


Trudno mi sobie wyobrazić, że powstałby przedmiot dotyczący tylko ekonomii behawioralnej, który całą wiedzę ekonomiczną tłumaczyłby przez pryzmat psychologii i okazałaby się kolejną prawdą objawioną. Pamiętajmy, że czynniki psychologiczne w naturze ludzkiej, owe zwierzęce instynkty odgrywają znaczącą rolę tylko w sytuacjach skrajnych. Na co dzień mamy do czynienia raczej z stanem równowagi w gospodarkach wysoko rozwiniętych, dlatego ekonomia behawioralna również nie wytłumaczy wszystkiego. I to stanowisko właśnie prezentują autorzy tej książki, wskazując jednocześnie na brak pewnych elementów behawioralnych w teoriach ekonomicznych.


* Zwierzęce instynkty
To jedna z najważniejszych książek ekonomicznych ostatnich lat. W 2009 roku znalazła się w ścisłej czołówce tytułów nominowanych przez prestiżowy "Financial Times" oraz Goldman Sachs - Business Book of the Year. Tytuł książki został bezpośrednio zaczerpnięty z monumentalnego dzieła Johna Maynarda Keynesa: Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, w której po raz pierwszy użyto terminu animal spirits dla potrzeb współczesnej ekonomii. To pojęcie dość przewrotne. W języku łacińskim przymiotnik animalis oznaczał tyle co "umysłowy", "ożywiony". Dla Keynesa stał się synonimem niepokoju i niespójności wpływającej na gospodarkę. Autorzy tej książki, George'a A. Akerlof oraz Robert J. Shiller, postanowili w tych trudnych czasach globalnego kryzysu powrócić do zwierzęcych instynktów, drzemiących na dnie rozprawy Keynesa.


Książka Zwierzęce instynkty została wydana przez Wydawnictwo Studio Emka przy współpracy z firmą Deloitte.

Po latach bezsensu gospodarki socjalistycznej, wymarzona „niewidzialna ręka rynku" miała rozwiązać wszelkie problemy znane Polakom od dwóch pokoleń. Będąc już częścią wolnego świata ze zdumieniem spostrzegliśmy, że ekonomia Adama Smitha nie działa, gdy ujawnia się nagle zwierzęcy instynkt. Zew, tkwiący w każdym z nas, który nie daje się opisać poprzez żadne modele ekonometryczne. I o tym jest ta książka.
Zbigniew Jagiełło, Prezes PKO BP.


George A. Akerlof jest profesorem Uniwersytetu Berkeley w Kalifornii. W 2001 roku został laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Robert J. Shiller jest profesorem ekonomii na Uniwersytecie Yale. Autor bestsellerowych książek International Exuberance oraz The Subprime Solution.

Rafał Antczak - Wiceprezes Deloitte Business Consulting SA, Deloitte Polska. Ekonomista, specjalizacja makroekonomia i finanse. Ponad 15-letnie doświadczenie prac dla instytucji międzynarodowych, sektora prywatnego i publicznego w kraju i za granicą. Autor koncepcji podatku liniowego w Polsce (3x15). Członek Rady Ładu Informacyjnego przy GPW.



George A. Akerlof, Robert J. Shiller, Zwierzęce instynkty, czyli ludzka psychika napędza globalną gospodarkę i jaki to ma wpływ na przemiany światowego kapitalizmu?, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2010

Zobacz również